środa, 27 lipca 2011

uzależnienie (addiction)

Uzależniłam się. Krzyżykuję. Wpadłam w rytm i nie potrafię się oderwać. Jak dobrze , że mam wakacje bo niejednokrotnie patrzę na zegarek a tu 2 w nocy. Czasami robię sobie przerwę, i wtedy dziergam na drutach. Nawet książki zaniedbałam, a obiecałam sobie nadrobić latem zaległości.
I got addicted. I`m cross stitching. I got into the rhythm and I can`t stop. Luckily I`ve got summer holidays now as I  constantly find myself  cross stitching even at 2 a.m.  Sometimes I let myself have a break. So I knit.:-) My books cry in the corner although I promised to take care of them in the summer.
Zrobiłam już poduszkę dla Michała z dużych krzyżyków i coś na prezent dlatego szczegółów nie zdradzę.
I made a cusion case for Mike and something to be used as a gift so I can`t reveal the details at the moment.
Moje cukinie rosną jak grzyby po deszczu i są moim jedynym pocieszeniem. Po częstych ulewnych deszczach pomidory się poddały i nie wiem czy uda się je uratować.





niedziela, 26 czerwca 2011

lato? (summer?)

Przyszło jakoś nieśmiało. Nadal niepewne, czy chce zostać na dłużej. Lato. Wspominając swoje dzieciństwo, czerwiec i zakończenie roku to zawsze upał, całodzienne zabawy na dworze, bieganie boso po trawie, zapach maciejki wieczorami. A dziś? Albo to ja się tak bardzo zmieniłam albo to lato jakieś inne. Pogoda przypomina wczesną jesień, wieczory zimne, tylko mój ogródek  warzywny (trochę zaniedbany) poza rzodkiewką jeszcze owoców nie daje. Trawa za to się nie poddaje i rośnie szybciej niż moje pomidory. Na szczęście u babci sezon na truskawki w pełni.

Came with some shyness. Still unsure whether to stay longer or not. Summer. My childchood memories bring back those Junes and the first days of summer holidays with constant heat, staying outside all day long, running barefoot on the grass, the scent of the evening stock after the sunset. And nowadays? Perhaps it`s me who changed so much or this summer is somehow different? The weather reminds me the one in the early autumn, the evenings are cold, only my vegetable garden (a bit untended) apart from the raddish, hasn`t borne fruit yet. However, grass hasn`t given up and grows faster than my tomatoes. Luckily, at my grandma`s  the season for strawberries is on.

wtorek, 24 maja 2011

dzień pomidora / tomato day

W tym roku uparłam się, że zostanę właścicielką prawdziwego ogródka warzywnego. Od wczesnej wiosny na wszystkich parapetach w domu stoją skrzynki z sadzonkami... głownie pomidorów. Nie wiem jak to się stało ale nazbierało mi się aż 80 sadzonek:-). Wczoraj stwierdziłam, że przyszedł na nie w końcu czas. Chociaż jeszcze nie kwitną, to ich rozmiar nie pozwala już trzymać ich w  małych pojemniczkach. Niestety mój ogródek, tzn. miejsce na niego przy naszym budującym się domku jest jeszcze nie do końca gotowe. Brakuje rzeczy najistotniejszej, czyli porządnego ogrodzenia. Nie ma szans na hodowanie czegokolwiek, oprócz ostów, dopóki nie będzie płotu. Nasz domu stoi przy lesie więc sarenki i zające są tam stałymi bywalcami. Zjedzą wszystko więc szkoda moich pomidorków. Muszę czekać aż mój mąż ogrodzi teren, cierpliwie czekać:-)
A to kilka zdjęć naszego domku i ogrodu i tego co w przyszłości będzie grządkami warzywnymi:-)

This year I have been very stubborn to own a real vegetable garden. Since early spring I keep flowerpots with vegetable plants on every windowsill in my house. There are mainly tomatoes:-). I don`t know how it happened but there are about 80 tomato plants. Yesterday I came to the conclusion that it`s high time I did something with them. Although they are not blooming yet, their size does not allow to keep them at home in tiny pots.. Unfortunately, the place for the vegetable patches is not ready yet. It is lacking the most crucial thing - the fence. It`s no use planting anything, apart form thistles, until the fence is ready. Our house is situated near the forest so deer and hares are our regular guests. They would eat everything so it would be pointless to plant the vegetables now. I have to wait until my husband makes the fence.... wait patiently:-)
And here are a few pics of our house, the garden and of something which is going to be a vegetable patch soon.

piątek, 20 maja 2011

poduszki gotowe / cusions ready

Sama jeszcze nie mogę w to uwierzyć, ale od środy mam długi weekend:-) Siedzę w domu i nie próżnuję. Udało mi się dokończyć dwie poduszki, których początek tu i nawet na bloga znowu zaczęłam zaglądać (chociaż przy moich ambicjach związanych z ogródkiem warzywnym jest to bardzo utrudnione). A oto efekty mojej robótkowej weny twórczej.

I still can`t believe in it but I `ve been enjoying a long weekend since Wednesday :-). So I`m sitting at home and working hard. I`ve managed to finish two cusions which I started here and I even have time to pop into my blog again (although it`s really hard because of my ambitions concerning the eagerness to have a vegetable garden:-). And here is the outcome of my knitting creative inspiration.

wtorek, 17 maja 2011

wiosenne podróżowanie

Bycie nauczycielem to nie tylko podręcznik, kreda i tablica. Przynajmniej mi czasami udaje się uciec od szkoły. Tm razem daleko. Od 26 kwietnia do 4 maja wyruszyliśmy z uczniami w podróż po Szkocji. Malowniczych krajobrazów Highlands, koloru wody jeziora Loch Ness i magii średniowiecznych zamków nie da się opisać słowami.

Being a teacher does not only  mean working with a coursebook, chalk and blackboard. At least I can sometimes run away from it all. This time far away. Form 26 of April till the 4th of May together with my students we went on a trip to Scotland. The picturesque landscapes of Highlands, the colour  of the water in Loch Ness and the magic of the Mediaeval castles cannot be described with words only.

W drodze do domu udało nam się zahaczyć o jedyny w swoim rodzaju targ kwiatów w Amsterdamie.
On our way home we had a stopover at one of its kind flower market in Amsterdam

sobota, 19 marca 2011

przystanek kuchnia cz. 1 (kitchen junction part 1)

Dzisiaj pół dnia spędziliśmy w kuchni bo mam wenę kulinarną. Teraz w  domu pachnie ciastem drożdżowym i herbatą Earl Grey, moją ulubioną. Razem z Michałkiem upiekliśmy rogaliki i chleb ryżowy.

Today we spent half a day in the kitchen as I`ve had  a creative inspiration for cooking. Now, the smell of bread baking and my favourite Earl Grey tea is lingering in my house. Together with Mikey we baked croissants and rice bread.



 Pomocą służyła mi książka "Pieczenie chleba w domu" Gertrud Weidenger i Marie-Theres Wiener, której znalazłam przepisy. 
CROISSANTY
na 20 rożków
500g mąki pszennej (typ 405)
1 opakowanie suszonych drożdży
1 łyżka cukru
mąka do posypania
200ml letniego mleka
2 żółtka
75g miekkiego masła
1/2 łyżeczki soli
masło do natłuszczenia blachy
6 łyżek rozpuszczonego masła
1. Mąkę przesiać do miski i wymieszać z suszonymi drożdżami i cukrem. Wlać letnie mleko, odrobinę pozostawiając, i całość z grubsza wymieszać. Przykryć, żeby wyrosło.
2. Dodać żółtka, masło i sól; wyrabiać całość ok. 5 minut. Posypać mąką, przykryć i odstawić na godzinę do rośnięcia.
3. Natłuścić blachę. Jeszcze chwilę wyrabiać ciasto i uformować 20 wałków długości ok. 13 cm; zgiąć, tworząc rożki. Przykryć i zostawić na blasze jeszcze 20 min.
4. Nagrzać piekarnik do 200 stopni C (termoobieg 180, pokrętło gazu 3).
Posmarować płynnym masłem i piec ok. 20 min. Jeszcze gorące posmarować resztą masła.

(Jeśli ktoś jest zainteresowany jak zrobić chlebek , chętnie wyślę przepis na maila).

I wouldn`t do anything without the use of a book "Baking brad at home" by Gertrud Weidenger i Marie-Theres Wiener, where I found both recipes. (interested - I am willing to e-mail you the recipe)


 






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...